wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 3 "Przejście"

Chłopak zaciągnął mnie w wysokiezarośla i gestem kazał położyć mi się na mokrej ziemi. Widać było stąd do wejścia jakiejś jaskini. Biło od niej jaskrawe światło.
-Tam będziemy bezpieczni – powiedział chłopak.
-No to chodź tam – powiedziałam do niego ze zniecierpliwieniem. Byłam coraz bardziej zbita z tropu... Chciałam wstać, ale koleś z powrotem przyciągnął mnie do ziemi.
-Życie ci miłe? - szepnął złowieszczo – pilnują go Biliansy...
-Co to te Bimasy? - spytałam. Teraz strach ustąpił miejsca zaciekawieniu.
-Nie Bimasy tylko Biliansy. I nie przerywaj mi. To półtorametrowe, trójgłowe wilki najeżone ostrzami. No, ale nie chcę cię straszyć... Kontynuując; poczekamy tu do zmierzchu...
- Nie będę tyle czekać! - zaprotestowałam.
- Nie przerywaj mi - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Wziął oddech i mówił dalej:
- Więc zrobimy tak... - uznałam, że nie będę się z nim kłócić, ale też nie będę go słuchać.
-...Rozumiesz? - jego podniesiony głos wyrwał mnie z zamyśleń.
- Tak - powiedziałam. Oczywiście kłamałam.
- Więc powtórzę po raz ostatni; trzymaj się blisko mnie, a nie zginiesz...
Czekaliśmy w ciszy aż zapadnie zmierzch. O dziwo nie zobaczyłam żadnego ze stworów, które opisywał chłopak. Doszłam do wniosku, że mnie okłamał i tych jego potworów wcale nie ma. Miałam dosyć tych jego gierek. Wstałam i zaczęłam iść w stronę jaskini. Momentalnie zza skał wyskoczył wielki Bilians. Teraz już wiem co miał na myśli mężczyzna. Stwór był po prostu przerażający!
- Uciekaj! Do jaskini, biegiem! - usłyszałam krzyk chłopaka rzucającego się na bestię. Zaczęłam uciekać co sił w nogach. Otoczyło mnie stado potworów. Nagle w okół mnie wylądował jakiś pocisk. W ułamku sekundy stwarzając zasłonę dymną. Zaczęłam znowu biec. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że pociski dymne są sprawką chłopaka, który próbuje mi w ten sposób utorować drogę ucieczki. W końcu oślepiło mnie jaskrawe światło. Wbiegłam do groty. Przebyłam jeszcze parę metrów, zanim się zatrzymałam. Usiadłam na wilgotnej ziemi i oparłam się plecami o ścianę jaskini. Po chwili moje oczy przyzwyczaiły się do tej nie ziemskiej jasności. Rozejrzałam się. Ani śladu żywej duszy. Westchnęłam i objęłam rękoma kolana. Czekałam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz