niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 4 "Doświadczenia"

   Byłam w domu. Siedziałam w kuchni i patrzyłam jak mama przygotuje obiad. Wyglądało na to, że mnie nie widzi, jednak nie chciałam jej przerywać. Jak zechce to sama na mnie spojrzy... Nagle do pokoju wpada stado Biliansów. Boję się. Zaczynam wrzeszczeć, lecz z mojego gardła nie wydobywa się żaden odgłos. Jednak bestie nie są mną zainteresowane... Obchodzą mnie od okoła i dopadają moją matkę... Zdałam sobie sprawę, że krzyczę... Poznaję to po niesionym przez wiatr echu... Jednak jest ono jakby w oddali... Jedna z bestii rzuca się na matkę przygniatając ją do ziemi.
    Machnięciem łapy zrobiła jej głęboką ranę w ręce... Słyszę jej wrzaski... Wzywa ojca, wzywa mnie... Ale ja nie mogę się ruszyć... Krzyczę. Mimo, że głos wydostaje mi się z gardła matka nadal mnie wzywa. Wzywa, chce żebym wróciła...
- Jestem! Jestem tut... - matka nadal mnie nie słyszy. Jakby mnie nie było... Błaga. Nie obchodzi jej, że stwory zaraz ją zabiją... Z każdą chwilą na jej ciele pojawiają się nowe rany, a ona tylko głośniej krzyczy... Z dworu dobiegł mnie krzyk ojca, jednak urwany, jakby przed chwilą uleciało z niego życie. Podbiegam do matki, jednak ona nadal mnie nie widzi... Zaraz umrze... Chcę jej pomóc, jednak nie mogę jej dotknąć...

~~*~~

- Dziewczyno! - słyszę jakby głos z oddali. Na rękach mam krew, wszędzie jest krew. Matka krzyczy, ktoś krzyczy w oddali...

~~*~~

- Halo!? Budź się! JUŻ! - poczułam jak ktoś mnie szarpie. Otworzyłam oczy i wstałam. Zobaczyłam przed sobą chłopaka, który uratował mi życie... Rzuciłam mu się na szyję. Nie wiem co mnie dopadło. Kiedy uświadomiłam sobie, że jestem przytulona do niego od razu się oderwałam.
- Przepraszam - wyszeptałam. Chyba miałam gorączkę. Policzki mnie paliły, a do tego czułam się bardzo zażenowana. Dotknęłam policzka. Był mokry... Czy ja płakałam? Popatrzyłam na swoje ręce i aż krzyknęłam z przerażenia. Była na nich... krew.
- C-co się sta.. ło? - spytałam drżącym głosem.
- Znalazłem cię tu. Miałaś wizję, więc cię nie budziłem, a potem... - zaczął opowiadać. Wyglądał na wystraszonego i lekko zszokowanego.
- Zaraz! Jak to - przełknęłam ślinę - wizję?
- No dobrze, widzę, że to nie może zaczekać. Usiądź. - powiedział.
Usiadłam na wilgotnej ziemi. I w skupieniu słuchałam chłopaka.
- Widzisz może najprościej będzie jak zacznę od początku. - zaczął mówić - Nie ma czegoś takiego jak inność. Jak moce pananormalne. Nie ma, bo ma je każdy. Ale nie każdy potrafi je wykorzystywać. Ludzie mieli je od początku, ale zawsze byli zbyt głupi i zadufani w sobie by to zrozumieć. Mówią, że dlatego powstał portal. - urwał na chwilę
- Jaki portal? - pogoniłam go.
- To przejście z Ziemi do tego świata. Pojawia się w różnych miejscach. Ja na przykład kiedy byłem mały przeniosłem się tu przez stary szyld kopalni. Z czasem objawią się i twoje moce...
Jak widać jedną z nich jest wizja...
Chciałam zapytać czy to co zobaczyłam stało się naprawdę, ale pytanie utknęło mi w gardle.
- Istnieje możliwość powrotu na Ziemię? - spytałam
- Jest tylko jeden sposób; odnaleźć Medalion Światów. Spełni on twoje życzenie powrotu. Ale pamiętaj, nikt nie wrócił i nie ma pewności gdzie cię przeteleportuje.
Przełknęłam ślinę.
- Mimo wszystko chce spróbować
Westchnął.
- Dobrze pomogę ci, ale najpierw musimy przygotować się do podróży. Pojdziemy do miasta i wszystko ustalimy, okay?
Chciałam ruszać natychmiast, ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Skinełam twierdząco głową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz